Ola!
Dzisiaj notka z nutą sentymentalizmu bo lakier, który przedstawię, dostałam od Marty na urodziny 18-ste. Narzekałam, że nie mam jasnego fioletu i Marta sprawiła mi piękny prezent ;) Chodzi o Inglot 947, jeden jedyny mój Inglot. Gdyby nie cena, miałabym wszystkie odcienie z tej firmy. Ale do rzeczy. Cena, wiadomo, ok. 20 złotych. Gdzie? Na stoiskach Inglota w galeriach, centrach handlowych i sklepach firmowych. Wiecie co mnie urzekło? Pędzelek, konsystencja i szybkość wysychania. Co prawda trzeba nałożyć 2 warstwy, ale schną w trymiga. Konsystencja idealna, pędzelek zresztą też.
To piękny fiolecik, ale znowu nie udało mi się go tak idealnie pokazać. Muszę Wam pokazać co mam.
Życzę miłego weekendu! ;) Ewelina.




kolor może być :)
OdpowiedzUsuńja jednak nie kupuję w Inglocie ;-)
a zwłaszcza lakierów wole te tańsze ;>>
Ja tam nie ma żadnego Inglota ;D Kolor fajny ;)
OdpowiedzUsuńMam kilka Inglotów, ale zdobytych przypadkowo. Osobiście wybieram tańsze lakiery :)
OdpowiedzUsuńnaprawdę śliczny odcień. ja niestety nie mam żadnego lakieru z Inglota, a chciałabym ;(
OdpowiedzUsuńśliczny kolor;D
OdpowiedzUsuńdodaję do obserwowanych i zapraszam do mnie
skoro chcesz robić bloga o lakierach, paznokciach i tak dalej, to zacznij dbać najpierw o swoje (mam tu na myśli skórki, ogólny manicure, niekoniecznie z malowaniem) bo teraz wygląda to nie za ciekawie.
OdpowiedzUsuń